Strony

11 stycznia 2014

Rozdział II

ALE SZAJS XD Więc tak. Za dużo Carrie, wiem. I za krótkie, uhm, to też wiem. Ale jest.
***


Spojrzała na niego z łzami wplecionymi w długie, czarne rzęsy. Niebieskie oczy nienaturalnie błyszczące od łez zamrugały parę razy, by się ich pozbyć i żeby Izzy ich nie widział. Nie chciała, by zobaczył ją w takim stanie. Schowała ręce za plecy, by ukryć ich drżenie.
- Co się stało?! - warknął, po czym odchrząknął, gdy podskoczyła i mruknął pod nosem przeprosiny. Naprawdę przestraszyła się, że będzie dzisiaj ofiarą dwóch ćpunów. - To znaczy... Co odbiło Adlerowi? - zapytał ciszej, na pozór obojętnie. A jednak w środku wrzał. Diana była jego przyjaciółką, która tolerowała jego aspołeczność i spędzała z nim czas na J E G O zasadach. Zero słów, zrozumienie. Miał ochotę wybiec za blondynem i mu wlać.
- N-nic, odbi... odbiło mu i tyle... - zbagatelizowała sytuację, mimowolnie gładząc skórę na nadgarstkach ukrytych za plecami.  Czuła przeszywający ból. "Nie tylko tyle!", chciała dodać. "Izzy, skłamałam, proszę, pomóż mi, boję się go!". W myślach ochrzaniała się za to, że chce być w ich oczach taka... twarda. Po co martwić go jej emocjami. To żałosne, że boi się perkusisty, gdy tylko jego źrenice zwężają, gdy uśmiech gaśnie w jej oczach. Ona sama jest żałosna. - Swoją drogą, masz może... jakąś maść? - wyciągnęła dłonie przed siebie i potarła nadgarstki. - Będę miałą siniaki przez tego kretyna...
Izzy stał przez chwilę, jakby nie rozumiejąc, o co jej chodzi, i wpatrując się w posiniałą skórę. Co za skurwysyn!, myślał. Jakby mnie tak potraktował to... Ale Diana chrząknęła, więc sztucznie zaśmiał się i poszedł do kuchni, a ona za nim.
Sięgając po maść, zawahał się chwilę i wyciągnął także melissę.
- Masz, zaparzę Ci. Coś jeszcze chcesz?
- Tak, możesz. Pośpiewać mi.
Wywrócił oczami, mrucząc, że chyba w ciąży jest, jak tak pieprzy od rzeczy i ruszył do pokoju. Kiedy wreszcie wypiła zioła na uspokojenie, poszła za nim i znalazła go siedzącego na podłodze, trącającego struny swoimi bladymi opuszkami palców i zatracając się w swoim muzycznym świecie. Oparła się o framugę i z uniesionymi brwiami słuchała, jak śpiewa.

I used to love her, but I had to kill her
I used to love her, but I had to kill her
I had to put her
Six feet under
And I can still hear her complain

I used to love her, but I had to kill her
I used to love her, but I had to kill her
I knew I miss her
So I had to keep her
She's buried right in my back yard

I used to love her, but I had to kill her
I used to love her, but I had to kill her
She bitched so much
She drove me nuts
And now I'm happier this way

I used to love her, but I had to kill her
I used to love her, but I had to kill her
I had to put her
Six feet under
And I can still hear her complain

Zaśmiała się i zaklaskała radośnie, czując działanie środka na uspokojenie.
- Wiesz co, jednak nadal jestem przekonana, że to Twój tekst - zobaczyła, jak brunet odwzajemnia jej uśmiech i kładzie gitarę obok siebie na ziemi. Wiśniowe drewno uderzyło o ziemię, zagłuszając Stradlina. - Co? - zapytała zdezorientowana. - Okej, nie słyszałam, ale zakładam, że zapytałeś: "Dlaczego?". Czytam z ruchu warg, wiesz. No więc... Wiesz, miałam okazję przeczytać Dust N' Bones, a raczej jego szkic. No wiesz... "kobiety rozszarpią cię na pół, jeśli tylko na to pozwolisz"... Żartujesz chyba...
Zaśmiał się znowu i przytulił ją mocno.
- Naprawdę czytasz z ruchu warg, kochanie? Okej. Odczytaj to - poruszył wargami. Aż się uśmiechnęła, że policzki ją bolały, i wyjaśniła, że tylko żartowała i spodziewała się tego pytania. - Pytałem, o co chodziło z tą akcją ze Stevenem.
- A-Adler... No... on... Słuchaj, robiłam sobie śniadanie i nagle złapał mnie za nadgarstki i zaczął nazywać mnie dziwką, głupią kurwą i się pytał... - wzięła głęboki wdech. - I się pytał, gdzie dałam jego dragi... 
Pokręcił głową i wpatrywał się w nią z oporem. Wyczuł chwilę, gdy zawahała się i zaczęła wpatrywać w punkt nad jego ramieniem, omijając czekoladowe oczy. Chciała mu podziękować, wyrazić słowami to, że prawdopodobnie gdyby nie on, do końca życia leczyłaby się w psychiatryku... ale nie. Gdyby to wyznała, musiałaby powiedzieć, jak się go bała. Jak bardzo bała się bruneta, gdy tylko zamknęła oczy i poczuła, że obejmuje ją w talii. Kiedy tylko zrozumiała, że to on, odetchnęła z ulgą. Ale nie na długo... 
Ponownie przypomniała sobie jego pytanie, zadane parę minut temu. Kochanie..., pomyślała. Kochanie... Kiedy ktoś tak do mnie ostatnio powiedział? Znała odpowiedź na to pytanie, ale starała się wymazać okoliczności z pamięci. Mama... "Kochanie, przemyśl swoje zachowanie"... Jak do małej dziewczynki. Ale Diana musiała postawić na swoim, zacząć zdzierać gardło i wykrzyczeć rodzicom w twarz to, czego pożałuje do końca życia.
Nie chcę was już więcej widzieć
Izzy już otwierał usta. Zapewne już zauważył, że płacze...
Ale nie miał okazji nic powiedzieć.
Diany tutaj nie było.

***

Objęła Axla i uśmiechnęła się przebiegle.
- Axl? - zrobiła słodkie oczy, natychmiast napotykając jego spojrzenie w stylu: "O matko...". Wiedziała, że może pozwolić sobie względem przyjaciela więcej niż jego dziewczyna Erin. Tylko raz się na nią zezłościł, ale... może miał rację? W końcu rzuciła mimochodem parę obelg względem pięknej córki Dona Everly. Kiedy jeszcze była w okresie tego jednego roku pomiędzy wypadkiem a wprowadzeniem się do ciotki Carmen, słuchała czasami The Everly Brothers. W sumie, Don lubił swojego przyszłego zięcia, chociaż... Guns N' Roses był zespołem, który zawładnął sercami nastolatek i nastolatków na całym świecie, a ojciec Erin zyskał w ogóle ich uwagę dzięki rudemu wokaliście. 

Siedemnastoletnia dziewczyna zamknęła drzwi i opadła na miękkie łóżko. Nałożyła na uszy słuchawki, które dostała od mamy na piętnatnaste urodziny. Przed stalowymi oczami stanęła jej scena, moment z owej imprezy, kiedy rodzicielka zawołała ją do kuchni i bez słowa podała karton opakowany w jakiś cukierkowy papier ozdobny.
- Mam nadzieję, że trafiłam w to, co chcesz... - powiedziała. - Ale pamiętaj, nawet jakby Ci się nie podobało, ja i tata naprawdę Cię kochamy. Prezenty nie są dowodem miłości.
W tym momencie wyszła i zostawiła Dianę sam na sam z prezentem. Brunetka rozszarpała papier na fragmenty i stwierdziła, że naprawdę kocha rodziców. Wtedy ostatni raz myślała o nich z taką miłością. Gdy wyjeżdżali na kolację z okazji osiemnastu lat w związku małżeńskim, nakrzyczała na nich i powiedziała, że lepiej jej było, gdy siedzieli w pracy po 8 godzin dziennie, kiedy wychodzili, gdy była w szkole i wracali, gdy spała, a spotykała ich jedynie w jakieś święta, niedziele czy poranki. Teraz tego żałowała, bo zobaczyła ich dopiero dwa dni później - jakiś kretyn wymusił pierwszeństwo, a, że był styczeń, ojciec wpadł w poślizg. Podenerwował ją trochę fakt, że pomimo weekendu nie wrócili do domu. Czy to przez nią? Nigdy nie zapomni wizyty policji...
tak tak to przez Ciebie
Rozpoznając zwłoki pierwszy raz poczuła, że naprawdę kocha rodziców i bez nich nie da rady żyć.
och tak to Ty ich zabiłaś
"Mamo, gdzie jesteś?"
powinnaś sama umrzeć.
Klamka poruszyła się, jednak klucz w zamku się nie ruszał.
- Diana, otwórz te drzwi - poprosiła Fox. Diana puściła głośniej muzykę, rozbrzmiewający w jej słuchawkach bas Sida Viciousa chyba słyszała już opiekunka. - Hej, kochanie, chciałabym Ci pomóc.
Te słowa sprawiły, że brunetka podniosła się z zielonej pościeli i odblokowała zamek. Miranda Fox jakby przykleiła sobie uśmiech do twarzy i już otwierała usta, by rzucić jakimś milutkim zdaniem, ale dziewczyna jej przerwała:
- Kochanie?! Pomóc?! Ty chyba kobieto nie wiesz, co to są problemy! Powiedziałam własnej matce tuż przed jej śmiercią, że jej nie potrzebuję i byłoby miło, gdyby zniknęła. I ZNIKNĘŁA, A TY WIESZ CO?! PRZYCHODZISZ TUTAJ, DO MOJEGO POKOJU W SIEROCIŃCU, CHOCIAŻ ZA DWA MIESIĄCE BĘDĘ PEŁNOLETNIA, A MOI WUJKOWIE MNIE NIE CHCĄ, I MÓWISZ, ŻE MI MOŻESZ POMÓC! NIE MOŻESZ! WON!
Tej nocy chciała uciec. Naprawdę chciała. Nigdy tego nie odkręcisz. Spakowała się do swojej torby, którą dostała od babci, i cichaczem zeszła na dół. To Twoja wina, Diana. Wolność, nareszcie. Twoja wina. Chciała zostawić swoje życie w tym żałosnym domu dziecka w New Jersey. Teraz jesteś wolna. Ale od czego? NA PEWNO NIE OD WSPOMNIEŃ...

- Tak, kochanie? - zapytał Axl, w myślach wyobrażając sobie niedowierzającą Erin. Poświęcił cały czas dziewiętnastoletniej sierocie z New Jersey. Co się z nim stało? Czy naprawdę mógł obu dziewczynom powiedzieć dwa magiczne słowa "kocham Cię" ze świadomością, że nie kłamie? Litości. Nie, nie będę odpowiadał na to pytanie. Odsunął Dianę na długość swoich rąk i popatrzył w jej szare oczy. Tak bardzo bał się o nią. Nienawidził spojrzenia, którą obdarzali ją mężczyźni na ulicy lub w knajpach. Niby miał Erin, ale jednak...
- Nie wkurzam Cię czasami? - zapytała niewinnie i znów utonęła w jego objęciach. Zanurzył twarz w jej gęstych włosach. Oj, kocie, żebyś Ty wiedziała...
Wywrócił oczami.
- All day, all night honey - zaśmiał się głośno i rozczochrał delikatnie jej fryzurę. Pisnęła, ale przy okazji zdążyła go trzasnąć po dłoniach. Wyszła z pomieszczenia, zostawiając rozbawionego Rudego wokalistę samego ze sobą. Wyszła z domu, biorąc szybko z fotela bluzę i natychmiast naciągając ją na ciało.
Ruszyła alejką w stronę jakiegoś sklepu z odzieżą postanawiając, że przydałaby się wymiana garderoby. Przekroczyła próg sklepu, rozglądając się wokół i zatrzymując wzrok na czerwonej sukience do kolan. Niby wolała spodnie, swobodę dżinsów, czy wolność w skórzanych, obścisłych rurkach, ale ta kiecka przypadła jej do gustu. Wyobraziła sobie, jak uwalnia swoje czarne włosy, które spływają po czerwonym materiale naciskającym na blade ciało. Z świata marzeń wyrwała ją młoda, może dwudziestodwuletnia blondynka w bluzce z AC/DC i koku na czubku głowy, pytając, jak to zwykle kasjerki pytają, czy może w czymś pomóc.
- Tak, chciałabym uzbroić się w parę ciuchów... - Diana przeszła się po małym sklepie, przesuwając opuszkami po miękkiej bawełnie. - Jakieś bluzki, rurki... a ta sukienka jest na sprzedaż? - zatrzymała się, by dłużej podziwiać aksamitną część garderoby. - Bo... ja byłabym zainteresowana. - Dodała, patrząc na ekspedientkę. Diana poczekała, aż sprzedawczyni poda jej ubranie i weszła do przebieralni. Pospiesznie zdjęła swoje dżinsy oraz bluzkę i wciągnęła kieckę. - Mogłaby mi pani pomóc zasunąć zamek?
- Ależ pani ślicznie wygląda... Niech panienka założy jeszcze te buty - fanka AC/DC podała jej czarne szpilki i odsunęła się nieco, podziwiając wygląd klientki.
Brunetka przeszła się obok lustra, odrzucając długie włosy na plecy, parę razy w tę i wewtę. Podniosła głowę gyd usłyszała gwizdanie spod drzwi. Poderwała głowę i uśmiechnęła się na widok przyjaciela. Zdjęła szybko pantofelki ze stóp, nieprzyzwyczajona nawet do takiego niskiego obcasa. Zarzuciła ręce na szyję chłopaka, jednak prawie natychmiast od niego odskoczyła; poczuła od Slasha alkohol. Dużo alkoholu, Daniels, T-Bird, Nightrain. I jeszcze papierosy. Wystarczyło zaledwie jedno spojrzenie w jego oczy ukryte za peleryną i już wiedziała - brał. Nie wiedziała tylko co. Czy zwykłą marihuanę, czy kokainę, heroinę, koks... A może wszystko na raz? Nie przejął się jej reakcją, za to jego usta wykrzywiły się w sarkastycznym uśmiechu. 
- Chodź ze mną - poprosił, ciągnąc ją za dłoń i jednocześnie rzucając na ladę dużo więcej pieniędzy, niż była warta sukienka. Wyciągnął ją na ulicę i ignorował ją, pomimo iż protestowała. Kiedy w końcu przystanął i mogła z poirytowaniem zapytać, o co chodzi, zapalił papierosa i spojrzał w ulicę. - Axl gdzieś zniknął.
Wytrzeszczyła oczy i zapomniała o bólu w nadgarstku.
- Jak to: zniknął?! - zaprotestowała. Wzruszył ramionami i zaczął opowiadać. Okazało się, że Erin i Axl pokłócili się o Dianę; zaczęło się od zwykłej awantury a'la Axl - że niby jego dziewczyna go zdradza i takie tam. W tym momencie to ona odbiła piłeczkę i zaczęła krzyczeć na chłopaka, że odstawia ją na rzecz jakiejś ulicznej bezdomnej "spod latarni". 
- No właśnie, potem Rudzielec wyszedł, no i do tej pory nie wrócił, a właśnie mamy wchodzić do tego pieprzonego studia i nagrywać cholerne Appetite for Destruction. Izzy twierdzi, że TY możesz wiedzieć, gdzie on jest. W sumie... też tak myślę. Nie wspominał Ci może o czymś?
Zatrzymała się. Jak to zniknął?! Wiedziała, że Axl ma takie problemy jak zespół maniakalno-depresyjny. Wiedziała, że żeby wyładować swoją złość, używa żałosnej formy przepisanej przez psychologa. Wiedziała, że czasami parę godzin dziennie dusi w ręce czerwoną psychopiłeczkę, na której znęca się fizycznie, gdy potrzebuje spokoju. Wiedziała, że ostatnimi czasy nie układało mu się z Erin, od kiedy stała się zazdrosna o drobną brunetkę. Miała pojęcie, że odbierała wszystkim rudego chłopaka. Na swój sposób kochała go i nie wyobrażała sobie, jak po dwóch tygodniach byłaby w stanie bez niego przeżyć. A to wszystko była jej wina. Wszystko psuła, wszystkich raniła. Wszyscy ginęli, gdy tylko pojawiała się w okolicy. Ale najgorsza była prawda, którą sobie uświadomiła. Jest pieprzoną egoistką.
Omówiła ze Slashem, co i jak i prawie natychmiast puściła się biegiem, co nie było zbyt mądre w wysokich szpilkach, w stronę Serca Sunset Strip, trzech najbardziej popularnych barów. Jednak ani w Roxy, ani Rainbow, ani nawet w Whiskey a Go Go, nie było chłopaka. Jak na dwudziestą było dosyć jasno w knajpach, a tłumów było jak na lekarstwo. Zaśmiała się, na chwilę zapominając o poszukiwaniach, gdy tylko zobaczyła plakat reklamujący koncert Motley Crue tego samego dnia o dwudziestej pierwszej trzydzieści. Axl z pewnością by pożartował z Vince'a, pomyślała z uśmiechem. Nagle uśmiech zgasł. Axl! Przeleciała jeszcze ulicę, kierując się do The Traubadour i kuląc się z zimna. Wyjście w późnej jesieni w kiecce i bluzie na dwór nie było zbyt miłym przypadkiem... Miała niemiłe wrażenie, że ktoś ją będzie zaczepiał i nie wyjdzie stamtąd bez jakiegoś urazu psychicznego... Podała ochroniarzowi legitymację i pchnęła drzwi. Natychmiast znalazła się w tłumie, który nawet jej nie zauważył - była mała, chuda i ogólnie sięgała większości do cycków lub ramion. Wyszukiwała wśród ludzi rudej grzywy włosów, jednak ich nie widziała. W końcu przepchnęła się do barmana i usiadła na wysokim stołku, zamawiając piwo i dalej wytężając oczy.
- Dziękuję - powiedziała do barmana, gdy tylko dostała piwo. - Nie widział pan może chłopaka z długimi, rudymi włosami? Ma metr siedemdziesiąt cztery wzrostu, taki chudy, blady, wytatuowany... Wokalista Guns N' Roses...? - dodała. Mężczyzna pokręcił głową i zajął się polerowaniem kufli.
W pewnym momencie poczuła, jak ktoś mocno zaciska ręce na jej biodrach; wyczuła odór alkoholu i tytoniu.
- Może mnie szukasz? - obróciła się przerażona i popatrzyła z rosnącym strachem na pijanego, siwego faceta po czterdziestce. - Dla Ciebie mogę być kim tylko chcesz... Chodźmy kochanie...
Chciała się wyrwać, uciekać, piszczeć, krzyczeć, ale... Nie dała rady. Diana nie mogła nic z siebie wykrztusić. W pewnym momencie usłyszała plask. Pijak zluzował uścisk, aż w końcu w ogóle jej nie trzymał. Opadł nieprzytomnie na ziemię, odsłaniając Dianie widok.
- Axl! - zapiszczała na jego widok i przytuliła go mocno. Łzy pociekły po jej policzkach. - Axl, cholera jasna, masz już nigdy nie znikać, jasne?!
Uśmiechnął się i wstał.
Przez cały powrót do domu opowiadał jej, co według niego zaszło między nim a Erin dzisiaj popołudniu, raz na jakiś czas wyciągając i ściskając w bladej dłoni czerwoną psychopiłeczkę, gdy tylko potrzebował w coś uderzyć. Według jego historii, to Erin zaczęła, a potem wyznała mu, że chce odejść. Uderzył ją, i, by to odreagować, poszedł do The Traubadour popatrzeć na dziwki kręcące się na rurze. Obejmował ją w pasie drżącą ręką, jakby bojąc się, że dziewczyna jest z porcelany i może ją rozwalić, jak rozwalił swoje dwa stoły i dużo innych mebli, nie tylko w Hell House.
Zatrzymał ją.
- Poczekaj.
- T..a...? - ucięła i aż wytrzeszczyła oczy z przerażenia; usta Axla naparły na jej pełne wargi, język rozwierał je, przełamując jej upór. Jedną ręką sięgnął w kierunku jej włosów, w które wplótł palce. Druga dłoń powędrowała pod kieckę, coraz niżej i niżej, nie przejmując się tym, że stoją na środku Sunset Strip. Przycisnął ją do lampy ulicznej i uścisnął jej krągłości poprzez materiał stanika, spodziewając się jęku... Ale ona stała nieruchomo. Położyła dłonie na jego klatce piersiowej, co uznał za pozwolenie do kontynuacji. Cały czas całując Dianę, zaczął zdejmować z niej bluzę. Przerażenie narosło, gdy odsunął się od dziewczyny, by mruknąć cicho:
- Seksownie wyglądasz w tej kiecce, Diano...
Powrócił do działania. Ręka zjechała przez piersi brunetki, płaski brzuch do dolnych partii ciała. Gdy znów się wyprostował, dostał w twarz. Diana patrzyła z przerażeniem to na swoją bladą dłoń, to na Axla; odsunęła się od niego, spodziewając się, że Rudzielec odda jej cios. Widziała już tyle razy, jak Erin chowa siniaki za ciemnymi szkłami okularów przeciwsłonecznych...
- Ale co... - zaczął zdumiony. 
- Nigdy więcej mnie nie dotykaj! - zawołała z łzami w oczach. - Nigdy, rozumiesz?!


***
Ask

15 grudnia 2013

Rozdział 1

A więc, wygląd bloga jest chwilowo roboczy, czekam na odpowiedź od Justyny, czy dalej zajmuje się grafiką. W sumie jest maturzystką i może nie mieć czasu, ale wtedy coś się skombinuje. 
Rozdział w sumie... Początek mi się podoba, koniec nie. Ugh. "Trochę" za krótki.
***

Wyrwała się z objęć mężczyzny próbującego dobrać się do niej w ciemnym parku obok ruchliwej ulicy, gdzie nikt nie mógł ich zauważyć. Ostatni raz kopnęła go w okolicę nerek na oślep, byleby nie był w stanie jej dogonić. Stęknął i opadł na kolana. Próbował jeszcze po omacku schwytać ją i zakleszczyć na jej przegubie swoją pomarszczoną dłoń, ale poczuł tylko powietrze - dziewczyna uciekła.
Biegła zapłakana oświetloną lampami i neonami ulicą, zderzając się co parę minut z jakimś śpieszącym się mężczyzną lub kobietą; jedna starsza pani zaczęła krzyczeć na całą ulicę. Diana próbowała ją wyminąć i mieć spokój, ale trafiła na umundurowanego faceta w wieku może dwudziestu pięciu lat.
- A pani gdzie? - zmierzył ją spojrzeniem, patrząc z niesmakiem na jej rozczochrane, natapirowane włosy i poplamioną Jackiem Danielsem koszulkę. - Kraść się zachciało?
- Ja nie... - chciała powiedzieć, ale zmroził ją fakt, że ktoś właśnie objął ją w pasie od tyłu. Poczuła oddech, woń alkoholu zmieszanego z tytoniem. Bała się już, że zchlany facet, który napadł ją w parku właśnie ją dorwał. Chciała się obrócić, ale tylko przeżegnała się w myślach i błagała Niebiosa, żeby ją jakoś wyratowały z opresjii.
- Coś się stało, kochanie? - usłyszała nad uchem i poczuła ulgę. Nie był to on, był to ktoś inny. Ale jednak go nie znała. Nie znała także jego zabawnego głosu i lekkiej chrypki. Postanowiła, że mu zaufa. - Czego chcą od Ciebie? Moja dziewczyna nic nie zrobiła.
Policjant pokręcił głową, zawahał się i zrezygnował z interwencji. Tak po prostu odpuścił! Kobieta także zmyła się z miejsca wydarzenia, przeklinając świat, więc Diana mogła odpuścić sobie tą szopkę. Wyrwała się z objęć chłopaka i ruszyła chodnikiem w stronę jakiegoś miejsca, w którym mogła przenocować.
Dogonił ją.
- Hej, a Ty gdzie idziesz? - zapytał tym swoim śmiesznym głosem, który w tej sytuacji jej nie rozbawił. W świetle lamp mogła zobaczyć jego twarz, którą okalały długie, rude włosy. Na zielone oczy opadała grzywka. Kości policzkowe mu wystawały; nie uśmiechał się. - Miałem zamiar zaprosić Cię na Jacka Danielsa i...
Przerwała mu: 
- Dziękuję, że mi pomogłeś, wystarczy? - wiedząc, że zaprzeczy, ciągnęła dalej: - ...ale znam Cię może z pięć minut, więc daruj sobie. Wracaj do jakiegoś baru czy coś, tam, skądżeś się urwał. Proszę, zostaw mnie w spokoju. Ja wracam do siebie i nie zamierzam Cię już nigdy oglądać, okej? Spadaj, proszę.
Patrzył na nią jeszcze chwilę; kiedy znowu chciała ruszyć z miejsca, chwycił ją za rękę. 
- No chyba nie myślisz, że Cię tu zostawię. Tak naprawdę miałem Ci pomóc już w parku,. Poza tym, daruj sobie te tanie bajeczki, dobrze wiem, że jesteś bezdomna. No, co się tak na mnie patrzysz? Spójrz na siebie. Plamy po whiskey raczej nie świeże. Rozczochrane włosy, szczerze, to nawet przetłuszczone. Dlatego chcę Ci pomóc. I nie pieprz, że nie potrzebujesz pomocy, bo i tak Ci nie uwierzę, skarbie.
Poddała się. Pozwoliła, żeby zaprowadził ją do swojego domu, chociaż cały czas się trzęsła. Nie był to efekt tego, że jej zimno, w końcu była to jedna z najcieplejszych nocy roku 1987 w Los Angeles w strefie Sunset Boulevard, raczej strachu. Bała się, co ten niepozornie wyglądający chłopak może jej zrobić. Przed śmiercią rodziców i ucieczką z domu okropnego wujostwa czytała kiedyś gazetę, w której okazywało się, że większość dobroczyńców młodych dziewczyn czyha tylko na jej cnotę. Cały czas mówił jakieś bzdury kojącym głosem, ale ona go nie słuchała. Raz na jakiś czas włączała słuch i słyszała parę anegdotek z życia jego zespołu, ale nic ją nie interesowało, myślała tylko o tym, że może ją zaprowadzić do jakiejś ciemnej uliczki i...
- Hej, żyjesz? - zapytał, machając jej ręką przed oczami. - Już jesteśmy.
Faktycznie, już jej nie trzymał za rękę i nie ciągnął po częściach Strip, których nie znała. Stali na schodku jakiegoś rozwalającego się domu; nie chciało jej się wierzyć, że ten chłopak o takich wyrazistych rysach mógłby mieszkać w tej ruderze. Poszła za nim przez hal z ponapisywanymi różnymi słowami. Widziała różne zdania, wyrażenia, przekleństwa... "TEN TONS OF LIES". Po podłodze walały się puste puszki, butelki i niedopałki papierosów. W salonie było bardziej czysto, jednak kanapa z wielkim, tłustym kartonem po pizzy zajmującą środek mebla nie prezentowała się najlepiej, zresztą na równi z ścianami z tekstami piosenek. 
- No i tak... No tutaj mieszkam, z czterema kumplami. Aha i ten... No... Jestem Axl - dodał zakłopotany, odgarnął grzywkę z oczu i podał jej dłoń. Zamrugała chwilę, po czym ją uścisnęła lekko swoimi smukłymi, bladymi palcami.
- A ja Diana. Sorry, że byłam taka niemiła ale... No skoro śledziłeś mnie od parku to raczej wiesz, dlaczego - wzruszyła ramionami. - No wiesz, nie wyglądasz na takiego, który by TUTAJ mieszkał... - rozejrzała się ponownie.
Machnął ręką.
- No w sumie to faktycznie tak trochę nie. To może zrobię kawę? Chcesz może usłyszeć coś o naszym zespole, czy coś, jak woda się będzie gotowała? - zaproponował. Widząc, że Diana kiwa niepewnie głową, odezwał się: - Jesteśmy Guns N' Roses, może o nas słyszałaś? Nie? No więc założyliśmy zespół dwa lata temu, ja jestem wokalistą. Giarzystą jest taki Mulat, Slash, basistą taki w cholerę wysoki blondyn, Duff McKagan. Za perkusją pałeczkami wywija Steven Adler, kumpel Saula, znaczy Slasha. Jest jeszcze gitarzysta rytmiczny, Jeff Isbell, dla przyjaciół Izzy Stradlin. Na razie nagraliśmy tylko EPkę, "Live Like a Suicide", na której są tylko dwa nasze utwory, no ale czasami słyszymy je w radio; "Move to The City" i "Reckless Life". Ale w tym roku mamy wielkie plany! - ściągnął czajnik z gazu - Planujemy wydać nasz debiutancki album, Appetite For Destruction, ale to dopiero za jakiś miesiąc, dwa tygodnie czy coś w tej okolicy...
Kiedy skończył mówić, przyłapała się na tym, że z uwagą słuchała jego opowieści. Naprawdę była zachwycona tym, że spotkała jakiegoś muzyka, który miał za sobą jakiś sukces, nawet małą EPkę i dwa utwory w radio. Od paru lat była wierną fanką twórczości Beatlesów, Stonesów, Pistolsów, Aerosmith czy Janis Joplin. Ostatnio podłapała zespół związany z New Jersey, Bon Jovi, nawet miała sposobność spotkać w Mieście Aniołów na ulicy Richiego Samborę. Oczywiście, była na tyle tępa, że przestraszyła się, że weźmie ją za jakąś psychofankę i zniknęła tak szybko, jak się pojawiła. Potem się opieprzała, że mogła zdobyć autograf, ale czasu się nie cofnie.
Usiadła na fotelu naprzeciw kanapy, mając nadzieję, że nie leżała na niej pizza.
- To może chcesz na przykład się wykąpać? - zaproponował po chwili, gdy skończyła pić swój gorący napój i oddała mu kubek.
- Czemu nie? - wzruszyła ramionami. - Przydałoby mi się, tylko nie mam żadnych ubrań, a paradować nago po domu pięciu muzyków.
Zapewnił, że da jej jakieś ciuchy i tak zrobił. Dał jej jakiś t-shirt, rozmiar XL, z logo Sex Pistols i krótkie dżinsowe spodenki oraz dodał, że może skorzystać z jego szamponu i odżywki. Przytaknęła z wdzięcznością i ruszyła w stronę łazienki. Zamknęła drzwi na klucz, który odłożyła na kaloryfer, szybko przeprała bieliznę oraz skarpetki i także ją na nim ułożyła, po czym rozebrała się, weszła pod prysznic i rozkoszowała się spływającą po jej nagim ciele gorącą wodą. Prawie zapomniała, jak przyjemnie jest czuć na sobie chłodną pianę. Wzięła trochę szamponu Axla i rozsmarowała sobie na długich, czarnych włosach. Nie chciała, żeby pomyślał, że coś mu może kradnie w tej łazience i dlatego tak długo nie wychodzi, toteż wygramoliła się z kabiny i otarła ręcznikami, które następnie powiesiła nad kabiną. Na szczęście stanik, skarpetki i dolna część bielizny były już dosyć suche, więc wciągnęła je na swoje szczupłe ciało. Wzięła też ciuchy chłopaka.
Diana stwierdziła, że pomimo, że wydaje się być niski, nosi dosyć duży rozmiar; bluzka wisiała na niej jak na wieszaku. Wyciągnęła z kieszeni swoich starych dżinsów maskarę. Pożyczyła jego szczotkę i rozczesała włosy, po czym stwierdziła, że może wyjść. Usłyszała gwizdnięcie, gdy tylko puściła klamkę. W salonie zamiast Axla siedział jakiś Mulat.
- Ty pewnie jesteś Slash - odezwała się automatycznie.
- A i owszem. A Ty pewnie jesteś Diana? - znalazł się obok niej i objął ją w pasie. - Axl opowiadał trochę, że znalazł Cię na ulicy. Ale, że taka śliczna jesteś, nie wiedziałem - dodał. Zadrżała lekko, a on się zaśmiał. - Nie będę Cię już straszyć, żartowałem tylko. Ale śliczna jesteś. 
Puścił ją i powlókł się na swoje miejsce na kanapie, częstując się kawałkiem pizzy z tłustego kartonu. Wzdrygnęła się.
- No co, nie usiądziesz? - poklepał śniadą dłonią miejsce obok siebie. Wybrała fotel, na którym podciągnęła kolana pod brodę i zastygła w bezruchu. - Nie chcesz pizzy? Nie? Hmm, trudno. Axl mówił, że skoczy do jakiegoś odzieżowego po ciuchy dla Ciebie, no i kosmetyki, więc jesteś skazana na mnie i... Duffa, kotku. Zaraz tu przyjdzie, chce Cię poznać.
Słuchała go nie odzywając się, ale kiedy usłyszała głos za plecami, cicho pisnęła.
- Slash, kretynie - odezwał się wysoki blondyn, zapewne McKagan, wchodząc do pokoju. - Znowu wychlaleś moją wódkę a kurde, kaca mam jak cho... To znaczy, kto to? - wskazał na nią palcem zachowując się, jakby brunetki nie było tuż obok niego. - Czekaj... - zachwiał się i przytrzymał oparcia fotela, przy okazji przypadkowo ciągnąc ją za włosy. - Ty jesteś ta Diana? Ja jestem Duff.
Ukłonił się niezdarnie. Zanim zdążył się zapędzić i przytulić na dzień dobry, Saul wstał szybko i pomógł jej wstać, mówiąc coś w stylu: "Pokażę Ci Twój pokój". Pozwoliła mu zaprowadzić się na wyższe piętro po zaśmieconych schodach, unikając butelek slalomem. Pokój Diany znajdował się na końcu korytarza na drugim piętrze. Kiedy tylko otworzyła mahoniowe drzwi, poczuła zapach świeżości; na dużym łóżku leżała czarna pościel. Obok łóżka stała mała komoda z budzikiem, a resztę pokoju zajmowały meble. Opadła na fotel stojący obok kwiatka i uśmiechnęła się do gitarzysty. 
- Jejku, dziękuję! Nie miałam prawdziwego domu od dwóch lat, to, co dla mnie zrobiliście w ciągu paru godzin to chyba najcenniejszy dar od Losu! - wstała i przytuliła Saula. Przylgnęła do jego piersi. Zawsze chciała, by jakiś chłopak właśnie TAK ją przytulił. Ostatni raz zakochała się w wieku szesnastu lat, a było to cztery lata temu i jakoś nigdy nie miała okazji w ciągu tego długiego okresu poczuć się tak jak teraz. Tęskniła za swoimi rodzicami. W tym momencie złość na to, że opuścili ich w wypadku drogowym trzy lata temu wzrosła. Naprawdę zmarnowali jej życie, kiedy ojciec wracał z matką pijany, prowadząc ich toyotę. Puściła chłopaka dopiero, gdy chrząknął; zawstydziła się, że pozwoliła sobie na taki gest względem  kogoś, kogo poznała kwadrans temu. Osunęła się na swój fotel i zaczęła nerwowo wyginać długie palce. Slash otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale w tym momencie wiedziała, że jak dalej będzie tak się zachowywała, to źle skończy.
Bo zostanie tu na dłużej, prawda?
Miała taką nadzieję.